Opowieści, które budują wspólnotę Waldemar Czachur

Historie lokalne to opowieści, które nadają sens miejscom, w których żyjemy. To żywe wspomnienia o ludziach i wydarzeniach. Dzięki tym opowieściom zwykła ulica, kościół czy szkoła stają się miejscami pamięci, które budzą określone emocje i wspomnienia. Opowieści te mają podwójną moc – z jednej strony budują dumę i poczucie zakorzenienia, z drugiej uczą, jak patrzeć krytycznie na przeszłość i wyciągać z niej lekcje. Właśnie dlatego potrzebujemy historii lokalnej: bo pozwala nam trwać jako wspólnota, lepiej rozumieć samych siebie i mocniej zakorzeniać się w ziemi, która nas ukształtowała.
Pisząc książkę Jak feniks z popiołów. Cieszanów i okolice w latach
1944–1950, chciałem pokazać – z jednej strony – warunki polityczne i społeczne, w jakich toczyła się odbudowa, a z drugiej – ludzi, którzy tę odbudowę wzięli na swoje barki. Nie opisywałem szczegółowo samej wojny ani krwawego konfliktu polsko-ukraińskiego; zrobił to wcześniej Tomasz Róg w książkach „…i zostanie tylko pustynia”. Osobowy wykaz ofiar konfliktu ukraińsko-polskiego 1939–1948. Gmina Cieszanów, powiat Lubaczów (2011) oraz Gmina Cieszanów i jej mieszkańcy w latach 1939–1947 (2014). Skupiłem się na tym, co nastąpiło potem: na powojennej „wielkiej trwodze”, kiedy mieszkańcy, szukając spokoju i bezpieczeństwa, musieli funkcjonować pomiędzy wieloma ośrodkami władzy i ich oczekiwaniami, między Armią Czerwoną, UPA, polskim podziemiem i rodzącą się administracją komunistyczną. To rodziło niepewność i ciągły strach o bezpieczeństwo. Był to czas terroru i przemocy, kiedy granice między wrogiem a sojusznikiem nieustannie się przesuwały. Do lęku o życie własne i bliskich dochodziła niepewność co do politycznej przyszłości Polski, a także pytanie, czy te ziemie pozostaną w jej granicach. W takiej rzeczywistości każda decyzja – o odbudowie domu, zaangażowaniu w życie społeczne czy relacjach z sąsiadami – wymagała odwagi i pragmatyzmu, a codzienność stawała się nieustanną próbą przetrwania.

Moim celem nie było ocenianie postaw, lecz zrozumienie dokonywanych wyborów, dlatego opisywałem burmistrzów Cieszanowa i członków rad narodowych, właścicieli sklepów i gospód, a także rolę proboszcza ks. Józefa Kłosa, który pełnił funkcję moralnego punktu odniesienia dla wspólnoty. Interesowało mnie, jakie stawiali sobie cele i jakie decyzje
podejmowali, by po latach wojny i konfliktu polsko-ukraińskiego móc odbudować życie swoje i swoich miejscowości w pokoju i spokoju. Zależało mi na docenieniu tych, którzy w niezwykle trudnych warunkach, często bez formalnego wykształcenia, ale z ogromnym doświadczeniem codziennej walki o byt wykazywali się mądrością praktyczną i hartem
ducha, a także zdolnością do kompromisów, które nie były łatwe. Nie chodziło mi o naiwne afirmatywne podejście, lecz o uchwycenie całej złożoności powojennej rzeczywistości.

– całość w najnowszym wydaniu-