Zawiść Lidia Świder

Obwinianie drugiego człowieka za swoje krzywdy sięga prawdy bądź fałszu. Najczęściej zbudowane jest na nietrwałym fundamencie, kiedy nadwrażliwa dusza napotka człowieka, określonego, opisanego w macierzy. Spór odwieczny Platona i Arystotelesa, kiedy pierwszy wznosi dłoń ku wszechświatowi, drugi wskazuje ziemię. Obraz Rafaela symbolicznie oddaje dwa światy nie do pogodzenia. Zagubieni ludzie pośród świata zbudowanego na iluzji życia, wsłuchujący się w słowa ekspertów i znawców, oglądający programy z celebrytami bez myśli najmniejszej, którzy wyznaczają współczesny wizerunek trendu, nie myśli. XXI wiek definiuje owczy pęd, bezmyślny, beznamiętny. Za zwierciadłem innych stają ci, którzy zatracili osobowość, rzecz najcenniejszą.

I na cóż słowa poetów, dla których duch myśli wznosił się ponad światem niepojmowania, aby zrozumieli ci, którzy nadejdą. Nie pojęli. Zbyt późno wszystko się stało, aby pojąć Norwida i jego kruszynę chleba, a nade wszystko jego – tak za tak, nie za nie -bez światło-cienia. Zidiociały tłum porzucił wszystko, co godnym było pamięci naszych przodków, po czym nie przywdział szat dostojnych, lecz się obnażył na oczach tłumów, aby zaistnieć.

W jednym z wielu domów przy krzyżu przydrożnym toczyło się życie według mieszkańców zapisane w dekalogu, w odwiecznych przykazaniach. Zapomnieli treści. W niedzielę wychodzili na mszę św., aby spełnić obowiązek i zaistnieć w oczach innych. Wszyscy jakże podobni byli do siebie. Marni i żadni. Łamali każdego dnia kolejną kamienną Mojżeszową tablicę, aby zaprzedać samego siebie w imię korzyści i wygody. Wszyscy pewni byli własnych racji, bez pojęcia drugiego człowieka, który nie mógł się obronić i przeciwstawić. Tak oto zatacza się krąg manipulacji kłamcy, który dzierży w dłoniach nici, którymi porusza siecią. Bezmyślni nigdy nie wysłuchają drugiego człowieka, zawierzą temu, który znaczniejszy jest przez urząd. A nic nie znaczy w świecie przyjaciół, bowiem ich nie ma.

W domu przy zapomnianym krzyżu swoje życie wiodła Jadwiga wraz mężem, dla którego osąd ludzi stał się wyznacznikiem wartości człowieka. Jadwiga oceniała innych, spoglądając na wygląd według swojego bezguścia osadzonego na modzie stworzonej przez innych, równie pozbawionych smaku. Tak wygląda ocena ludzi bez pojęcia i charakteru. Usprawiedliwiali każdą swoją myśl stawiennictwem na niedzielnej mszy, dzięki której widziani byli przez bezmyślny tłum. Jadwiga klękała na ich oczach przed drugim człowiekiem przy konfesjonale, aby powierzyć najskrytsze myśli i czyny chłopcu tuż po seminarium, niemającym pojęcia najmniejszego, czym jest życie. Wyświęconym przez starca, który na opuszkach palców nie dotknął bolesnej prozy toczącego się dnia pozbawionego ornatów.

Wszyscy uczestniczyli w spektaklu wyobrażeń na temat, jak żyć należy. W wyobraźni uwierzyli w Boga wybaczającego nasze czyny, zaniechania i myśli. Zapomnieli o synu, którego nie uratował przed Golgotą. Pozostawił w bezgranicznej samotności ludzi bez nadziei, z werdyktem ostatecznym, kiedy padło słowo – rak. Rzeczywistość śmierci, konania, przekracza wszelkie granice i pojęcia. Jadwiga w swej ubogiej myśli podążała za cudzymi czynami osadzonymi w tradycji. Popełniła największy błąd, kiedy zaczęła oceniać innych, nie znając ich życia. Nie dotknął jej jeszcze przewrotny los, zatem stała się religijną i ufną. Nie opuszczała kolejnych mszy niedzielnych, bowiem pozostała samotną z drugim człowiekiem, z którym spędziła większą część swojego życia. Będąc z kimś, samotną była po stokroć bardziej od żyjących w samotności.

Narodziła się w niej zawiść wobec najbliższej rodziny, która wycofała się z życia i tkała nićmi kolejny dzień, aby zachować swoją prywatność. W swej wyrachowanej myśli była beznamiętna, pozbawiona uczuć wyższych stała się słupem soli.  W swej perfidii odwiedzała dalszą rodzinę, zwąc ją prostaczą, bowiem nie miała przyjaciół, ani bliskich ludzi. Wszyscy ją opuścili, zatem dzwoniła do kuzyna, którego żona pojęcia nie miała, w jakich słowach jest określana. Teatr fałszu i hipokryzji.

W przeciwległym domu zamieszkał samotny człowiek, który nie spojrzał na ogród Jadwigi, a i na nią. Odszedł i nie uchwycił w kliszy jej wizerunku. Nie uczestniczył w mszach, odwiedzinach i w życiu. Odszedł dawno temu od świata. Nie powrócił. Zamknął przed światem drzwi, porzucił klucze, aby pozostać wolnym. Spoglądał na niebo, w wyobraźni widział planety, a każda z nich odleglejszą się stawała po kres widzenia i wyobraźni. Pragnął uchwycić, lecz umykały na kształt iluzji życia. Nie zważał na osąd ludzi, zatem pozostał wolnym i niezrozumiałym.

Porzucił kościół wiele lat temu, lecz paradoksalnie żył według przykazań, o których zapomniał wkrótce po komunii. Nie oceniał drugiego człowieka, nie krytykował, świadom był własnych wad i błędów popełnianych pośród zawiłości życia. Wieczorami nie wpraszał się do rodziny, pozostawał sam przy kieliszku wytrawnego, czerwonego wina. Zapalał papierosa, spoglądając na świat przez mgłę dymu i tę rzeczywistą spowijającą domy, martwe ogrody. Pragnął odnaleźć sumienie człowieka, który w swej nienawiści zapewne się nie podniesie, bowiem martwym zostanie za życia bez umiłowania bliźniego. Stanie się cieniem własnego cienia.

Jakże różniły się te dwa światy, w którym jeden w swej pysze krytykuje i osądza drugiego bez prawa do obrony, bowiem został już skazany. Beznamiętni ludzie pozbawieni własnego życia, niekochani przez drugiego człowieka, bywają najokrutniejsi. Zawiść i zazdrość przesłoni ich widzenie, bezwzględni w dążeniu do własnych celów porzucą najbliższych, kiedy ci staną się zbędni. Będą hipokrytami po wsze czasy, aby przypodobać się i wspiąć na wyżyny kłamstw w imię uzyskania własnych celów. A wszystko dzieje się często w bezgranicznej ciszy poranków i zmierzchów dnia, kiedy nikt ich nie otuli, nie ujmie ich dłoni i nie wypowie słów, iż są jedynymi i najukochańszymi w życiu drugiego człowieka.

Człowiek niekochany zdolny jest do wszystkiego, przekroczy wszelkie granice, aby nikt inny nie był szczęśliwy. Zazdrość jest okrutnym jadem, po stokroć gorszym od jadu tajpana pustynnego.

Zapadł zmrok, zamilkły zegary, a świat otuliła mgła przed ciemnością i ciszą zapomnienia za tymi, którzy w ciszy przekraczali granice pojęć i własnych myśli. Za tymi, którzy w nałogach nie wznieśli się ponad tych, którzy nie doświadczyli rzeczy najmniejszej, bowiem uznali, że są lapsi. Tak, byli i będą doskonalsi w swej beznamiętności i wyznaczaniu kolejnego progu w pogoni za złotym cielcem i zawiścią. A kiedy pozostaną w bezgranicznej samotności pojmą, że ich świat przeliczany był martwy. Uzmysłowią sobie rzecz jedną.

Nigdy nie zostali ukochani przez drugiego człowieka, zatem nie pojmą, czym jest miłość. Oto klucz, który prowadzi do zazdrości i zawiści.

Lidia Świder