Zza kulis narolskiego pałacu Henryk Gmiterek

Mija właśnie 250 lat od czasu, gdy na położonym na północ od miasteczka wzniesieniu stanęła okazała bryła rezydencji Feliksa Antoniego Łosia, nowego dziedzica Narola, która zdominowała całą okolicę. Wieści o niej szybko rozeszły się szeroko nie tylko po Galicji, świeżo ustanowionej prowincji Monarchii Austriackiej, ale docierały również do odległych zakątków okrojonej po I rozbiorze Rzeczypospolitej. Świadectwem zainteresowania powstającym na Roztoczu nowym gniazdem rodowym awansującej w hierarchii społecznej rodziny Łosiów może być złożona tutaj w 1782 r. wizyta głośnego już wówczas biskupa warmińskiego, „księcia polskich poetów” Ignacego Krasickiego. Kilka lat później sławił to miejsce Ewaryst Kuropatnicki w swojej Geografii albo dokładnym opisaniu Królestw Galicyi i Lodomeryi (1786). Pisząc o Narolu wyróżniał „pałac na górze za miastem z pawilonami, ogrodem i wszelkimi oficynami przewyborną architekturą wymurowany”.

Budowniczym i pierwszym gospodarzem narolskiego pałacu był wywodzący się z herbowych Dąbrowitów Feliks Antoni Łoś, od 1779 r. wojewoda pomorski (zrezygnował w 1790 r.), w porozbiorowej konstelacji kuchmistrz wielki koronny Królestwa Galicji i Lodomerii oraz szambelan dworu wiedeńskiego (1782), od 1783 r. hrabia austriacki. Dobra narolskie przejął ostatecznie w 1765 r., po śmierci matki i uregulowaniu spraw spadkowych z bratem Joachimem. Wznoszona rezydencja miała być „siedliskiem familii”, w którym „jedność, zgoda i na miejsce moje tam zastępujących familiantów trwale okazywane uszanowanie z jak najsilniejszym wszelakich niesnasek oddaleniem panowało”. Przesłanie takie zawarł wojewoda co prawda dopiero w swoim testamencie z 1804 r., ale z pewnością przyświecało mu ono już przy wznoszeniu pałacu. Nie brakuje dowodów, że od samego początku narolskie palatium wypełniało rolę rodowego gniazda, miejsca, w którym przy udziale krewnych i powinowatych podejmowane były postanowienia ważne dla całej rozrodzonej familii Łosiów. Nie wszystko układało się przy tym po myśli narolskiego włodarza. Skromnie jedynie zachowane źródła pozwalają nieco głębiej wejrzeć za pałacowe mury i stwierdzić, że codzienność za ich kulisami niosła ze sobą cały szereg życiowych niespodzianek, komplikacji, nierzadko dramatów. Nie tu miejsce, by szeroko się o nich rozpisywać. Pozostaje mi przywołać tylko niektóre z owych familijnych zawirowań, dylematów i utrapień.

– całość w najnowszym wydaniu-