Robaków rozgryzać nie wolno Stanisław Obirek

Tytuł książki „Robaków rozgryzać nie wolno” został zaczerpnięty z jednego z jedenastu rozdziałów, z których zbudowana jest książka. I słusznie, bo to rozdział najbardziej zapadający się w pamięć. Wcześniej była publikowana w formie reportaży na portalu Wirtualna Polska. Przywodzi na myśl takie arcydzieła literatury łagrowej,  jak „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego czy „Archipelag Gułag” Aleksandra Sołżenicyna. Tak jak na sowiecki reżim Stalina spoglądamy przez pryzmat tych książek, tak o epoce Putina będziemy patrzeć przez kolejne odsłony kręgów piekielnych, jakie rozpętał były oficer  KGB, pojętny uczeń Feliksa Dzierżyńskiego i Stalina. Trudno się dziwić, że dla Putina odbudowa opartego na systemie zastraszenia imperium jest dziejową misją.

Ta książka proponuje nowy sposób rozumienia wojny. Nie epatuje okrucieństwem, liczbami zabitych, krzykiem zranionych. Wsłuchuje się w szept i głuche milczenie tych, którzy przeżyli. Nie oskarża, nie piętnuje, lecz zmusza do wstrzymania oddechu, do milczenia. Jeśli piekło istnieje, to dla tych, którzy sprawiają, że życie dopiero rozpoczęte zostaje nagle przerwane, a plany i marzenia  kiełkujące zostają miażdżone betonową płytą, spadającą na korytarz, wypełniony ludźmi uciekającymi ze swoich mieszkań. Przepełnione szpitale psychiatryczne. Każdy przypadek jest inny. Wobec większości lekarze są bezradni, choć próbują pomóc, zrozumieć. Większość podleczonych chce wracać na front, bo nie odnajduje się w cywilu…

Wydawca książki „Robaków Rozgryzać nie wolno” Centrum Mieroszewskiego pisze na swojej stronie tak: „Autorka – Tetiana Kolesnychenko – oddaje głos tym, którzy zwykle pozostają niewidoczni: rodzinom, dzieciom, osobom próbującym przeżyć kolejne dni po utracie bliskich, w rzeczywistości, która przestała być bezpieczna i zrozumiała. Bez patosu, bez wielkich słów, bez efektów obliczonych na szybkie poruszenie emocji. Jest tu codzienność – ta sprzed katastrofy i ta, która zaczyna się po niej, już na innych zasadach”. Lektura kolejnych rozdziałów uświadamia, że tak właśnie jest. To nie jest zabieg marketingowy. To dokładne zdanie sprawy z wrażenia jakie na czytelniku sprawia ten magiczny tekst. Dopełniony obrazami, bo tak trzeba określić towarzyszące reportażem zdjęcia Macieja Stanika.

– całość w najnowszym wydaniu-