Kpt. Władysław Ważny „Tygrys” Lidia Świder

  Specjalnie wyselekcjonowana grupa agentów hitlerowskiego kontrwywiadu we Francji, gestapo, czterdzieści samochodów goniometrycznych usiłowało za wszelką cenę namierzyć por. Władysława Ważnego ps. Tygrys i jego radiostację. Stworzona przez niego w północnej Francji siatka wywiadowcza nadała latem 1944 r. 62 meldunki, które określały położenie 173 wyrzutni V-1wycelowanych w Londyn.  Czekały na nie eskadry bombowców gotowe w każdej chwili do akcji.  Cudowna broń Hitlera, pocisk V-1, nazywany przez Niemców „latającą bombą”, miał odmienić losy wojny.

Przed wylądowaniem we Francji, jeszcze na Wyspach Brytyjskich wysłał ostatni list do rodziców. Zdecydowałem się na pracę bardzo odpowiedzialną, ale i niebezpieczną, bo chcę coś z siebie dać w tej wojnie, jako Polak i jako oficer. Gdyby nie było mi sądzone wrócić do Was i odwdzięczyć się Wam na stare lata, wybaczcie mi, bo spełniłem tylko mój pierwszy najważniejszy obowiązek – służba Ojczyźnie i walka z odwiecznym wrogiem”.

Dziś czytając te słowa, uznać można je za wzniosłe i patetyczne. W tamtych czasach znaczyły wiele. Nie były to hasła, którymi żonglować można dziś tak łatwo. Bez poświęcenia. Ojczyzna była mu najdroższa. Pamiętam pewne wspomnienie jego brata, Franciszka. W Rudzie Różanieckiej, w domu rodzinnym Władysława, podczas obiadu jeden z braci wyraził się w sposób niepochlebny o Polsce, używając słów nader mocnych. Padło słowo karczemne. Władysław nie odezwał się. W milczeniu podszedł do brata, spojrzał mu w oczy, wymierzając policzek.

– całość w najnowszym wydaniu –