Bezprawie i niesprawiedliwość Lidia Świder

Henryk Sienkiewicz rozpoczął swoją trylogię od słów Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia. Pomyślałam, że cytat ten adekwatny jest do ostatnich lat rządów bezprawia i niesprawiedliwości ujętych w klamrę ośmiu lat. Znaki na samym początku nie budziły trwogi u ludzi głębokiej wiary, zawierzyli „krystalicznej” partii i tym, którzy na swych sztandarach wyhaftowali złotą nicią dewizę: Bóg Honor Ojczyzna. Nikt nie dociekał wtedy, czy ci, którzy przejmują ster władzy pojmują sens słów.

Wiara w obietnice jest zbyt wielka, aby mogła wkraść się nuta wątpliwości, a jeżeli ta wtargnie w myśli, i tak zagłuszona zostanie przez kolejne wizje kraju miodem i mlekiem płynącym. Nie wspominając o kolejnych obietnicach, które wodzą i zwodzą ludzi bez nadziei na lepsze jutro. Część zawierzyła i dokonała wyboru. Pomógł w tym również pewien redemptorysta, któremu nie można odmówić sprytu, w swej chytrej myśli zagarnął do siebie starszych ludzi, którzy czuli się niekochani i niepotrzebni. Wykorzystani zostali jako elektorat i źródło datków na „wiekopomne dzieło” ojca dyrektora. A i tak ponieśli klęskę.

Do nadzwyczajnych zdarzeń doszło, kiedy dawny szef CBA wraz ze swoim wiernym druhem zostali skazani prawomocnym wyrokiem sądu za przekroczenie swoich uprawnień. Roztaczali wcześniej niewidzialną pajęczynę kłamstw i obietnic, za którymi stały obietnice. Kłamali, fałszowali dokumenty i podpisy, aby udowodnić, że są ponad prawem i mogą każdego wplątać w nieczystą grę, aby udowodnić winę. Jedna z ich ofiar ponoć popełniła samobójstwo. Niewielu dociekało prawdy.

Po prawomocnym wyroku sądu państwem zawładnął chaos, poplecznicy władcy, stanęli po jego prawicy. Niekoronowany król ogłosił, że ułaskawił już skazanych po pierwszym, nieprawomocnym wyroku sądu i ułaskawiać już po raz wtóry nie będzie. Zaznaczę, że panujący nam, ukończył wydział prawa i jest doktorem praw. Od głowy państwa każdy obywatel powinien wymagać znajomości Konstytucji, która jest nadrzędnym prawem.

Art. 42 ust.3 Każdego uważna się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.

Więc w jaki sposób głowa państwa okazała prawo łaski, w świetle prawa niewinnym ludziom? Nieskazanym jeszcze prawomocnym wyrokiem sądu. Ciężko przyznać się do swojego błędu, tym bardziej, jeżeli sprawuje się najwyższy urząd. Teraz wszyscy pojmą, dlaczego panujący nam doktor praw wszczął postępowanie ułaskawienia, a nie okazał prawa łaski po prawomocnym wyroku.

Cóż, nadszedł czas, abym wyraziła myśl wprost. Człowiek mierny otacza się najczęściej ludźmi uposażonymi w uboższy intelekt od siebie samego, aby nad nimi górować. Nasz władca zapewne pragnąłby żyć w czasach absolutyzmu, lecz te nigdy nie dosięgły naszego kraju. Uświadamia sobie powoli, że był jedną z wielu pacynek na potrzeby partii prezesa, który wybrał najbardziej uległą. Przemawia jeszcze z zawziętością, aby uwierzyć we własne słowa. A kiedy pragnie podkreślić wagę słów, bądź zapomina kolejnej myśli, przyjmuje postawę i wyraz twarzy Duce, którym nigdy nie będzie. Błaźni zasiadali na dworach królewskich u stóp króla, tylko nie przyszło im nigdy do głowy, aby się za nich mienić…

Ci, którzy przeżyli najgorsze lata minionej epoki, narażając swoje życie i życie swoich najbliższych w imię wolności, zasługiwali na miano więźniów politycznych. Walczyli w imię wolnej Polski, w której każdy człowiek będzie mógł wyrazić swoją myśl, krytykę wobec władzy, wobec zaprzedania i kłamstwa. O taką Polskę walczyli!

A teraz cóż się stało? Przestępcy skazani prawomocnym wyrokiem sądu, stali się ofiarami, nad którymi boleją ci, którzy pojęcia nie mają, czym była walka o wolną Polskę. Nie mogę uwierzyć tym, którzy zwą ich więźniami politycznymi. Zapytam. Nie wstyd wam?

Oni zostaną jeszcze skazani za inwigilację Pegasusem, wtedy otworzą się oczy tym, którzy uwierzyli w jeden przekaz. Mam nadzieję, że nikt nigdy nie zapomni głośno wypowiedzianej myśli głowy państwa, odnoszącej się do dwóch przestępców: Są krystalicznie czyści. Poczekamy na odłamki sztucznych kryształów, które doprowadzały niewinnych, inwigilowanych ludzi na skraj rozpaczy i do cel więziennych. Ciekawa jestem, dlaczego wtedy Episkopat nie stanął po stronie ludzi niewinnie oskarżonych? A teraz, kiedy trafili do więzienia skazani prawomocnym wyrokiem sądu przestępcy, Episkopat nagle zaprotestował.

Dawniej istniały granice, których nigdy nie przekroczyłby prosty, uczciwy człowiek, który w pamięci miał swoich pradziadków walczących w powstaniach, którzy nie haftowali złotymi literami słów na sztandarach, lecz ginęli.

Nie wiedzieli, przypuszczać nie mogli, że kiedyś w wolnej Polsce rządy obejmie intelektualny karzeł, który koronuje samego siebie, niczym Napoleon. Prezes włożył na swoją głowę koronę, a imitację berła powierzył nikomu nieznanemu doktorowi praw, który nie odróżnia uniewinnienia od ułaskawienia i wciąż łamie Konstytucję, której nie ogarnął od ośmiu lat. Posunął się dalej, zaprosił przestępców do Pałacu Prezydenckiego, który jest wspólnym dobrem, lecz nie kryjówką dla tych, na których czeka więzienna cela.

I on śmie wszem wobec mówić, że jest prezydentem wszystkich Polaków? Nie, nigdy nie był. W czasach wojny, która się toczy za naszą wschodnią granicą, zaprzysiągł dwutygodniowy rząd miernot. Świadom był, że koalicja nie wyrazi wotum zaufania. Strateg umacnia w takim czasie cały mechanizm państwa, pacynka zaś udaje, że wierzy w rząd, który nigdy nie powstanie. Rzeczpospolita nie jest folwarkiem prezesa i błazna. Jest miejscem uświęconym przez tych, którzy nie czekali nagrody, ani korzyści najmniejszych. Wychodzili z domów, do których często nie wracali. W imię miłości do ojczyzny.

Przez osiem lat nasza ojczyzna traktowana była niczym płótno Radziwiłłów. Darta, obdzierana, krojona na skrawki przez tych, którzy czekali własnych korzyści. Jakże żałosne, że dla pieniędzy, dla zaistnienia w świecie, w którym miernoty kupuje się za najniższą cenę.

W czasie ośmiu lat niesprawiedliwości i bezprawia, Boga zastąpił kościół. Honor stał się pojęciem abstrakcyjnym, a ojczyzna kawałkiem płótna.

Historia oceni tych, którzy pochylali swą głowę przed małym, zakompleksionym człowieczkiem, któremu roiło się w myślach, że jest Napoleonem. Rzeczywistość dopuszcza rojenia i pragnienia dyktatorów, lecz te trwają, dopóki rządzi bezprawie i nie zaprotestują ludzie, których upadające rządy pragną przekupić srebrnikami.

Nie przekupiły większości Polaków 15 października.

O sprzedajnych nie wspomnę. Nie są warci najmniejszej myśli.

Lidia Świder