Przebaczenie Lidia Świder

  Przebaczenie nie jest jałmużną wliczoną w poczet dobroduszności i zapomnienia. Jest jednym z najszlachetniejszych usprawiedliwień niegodziwości i nikczemności, pomimo swego zakłamania. Dawniej znaczyło tyle, co zapomnienie. Z czasem stało się odpuszczeniem. Pokłon oddany nikczemności. Mającej przyzwolenie na swoje trwanie, dzięki wybaczeniu.

 Zakłamanie zaczyna się od uległości, wiedzie przez przyzwolenie, brnąc dalej. Nie przystaje na czas przemyślenia. Nie odnajdując, pomija. Tak jak i rzeczy inne, nieznane, wymagające trudu, na kształt ziemi pozostawionej odłogiem.

Niczyja ziemia. Niczyja myśl.

 Czekająca przejęcia, zagospodarowania przez tych, którzy odnajdą wytłumaczenie i wskażą miejsce wybaczenia w sumieniu drugiego człowieka. Wyznaczone dla podporządkowanych, niebaczących. W imię usprawiedliwienia podążą za pierwszym szeregiem. Nie odnajdując śladu, staną się cieniem innych. Miejsce na rozstaju dróg, gdzie proszący wybaczenia winni się stawić, pominą.

 Władysław przed wyjściem do kościoła uczynił w myślach rachunek sumienia. Przypominający mechanizm określony, znany, niemający tajemnic, prócz jednej. Nie był w stanie ogarnąć niegodziwości, jaką człowiek potrafi wyrządzić drugiemu, a co dopiero ją usprawiedliwić. Po chrześcijańsku pragnął wybaczyć. Powtarzał w myślach słowa, które najmocniej w nim utkwiły: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

 Będąc dzieckiem, przyjeżdżał do dziadków, Jadwigi i Franciszka, na wieś odległą, zapomnianą. Wzdłuż drogi stały domy ubogie. Miał wrażenie, że wstydem ubóstwa swego okryte, wdzięczne były drzewom i krzewom, które ich skromność i nikłość skrywały. Za nimi małe sady, dalej pola ciągnące się do linii horyzontu. Szedł pośród nich, dotykając kłosów pszenicy i żyta. Nie wiedział wtedy, że najpiękniejsze są to chwile w jego życiu. Tak jak zawsze, kiedy czas spełniony nie upatruje dobrodziejstwa, czekając tego z wyobrażeń.

 Dobroć i szlachetność Jadwigi nie zadziwiała małego Władysława. Nie widział jej zagniewanej, uniesionej czy pomstującej. Wciąż mówiła o wybaczeniu, widocznie los musiał ją boleśnie dotknąć. Po latach zrozumiał, że wybaczała innym dopiero wtedy, kiedy odnalazła winę w sobie. W swojej niewinności i dobroduszności zawsze jej szukała. Radość sprawiały jej rzeczy najmniejsze, niezauważane przez innych. Budziła się wraz ze wschodem słońca. Podchodziła do maleńkiego okna, czekając wzejścia. Wychodziła potem przed dom, składając ukłon ziemi, która przez długie, nieprzerwanie ciągnące się lata była jedyną żywicielką. Spoglądała niekiedy z lękiem na pustą stajnię. Podnosiła wtedy wzrok ku niebu, zaciskając z całych sił małą dłoń w pięść, którą nie wygrażała, lecz przekładała do serca. W swojej bezsilności jedynie to uczynić mogła. Rok wcześniej Franciszek pobielił ściany stajni wapnem, z wdzięczności dla klaczy, którą nazwał na cześć Marszałka „Kasztanką”. Tak jak i tamta, płochliwa była i nerwowa. Dziadkowie, nie odnajdując już sił do dalszej pracy, oddali ziemię w harendę. Ukochana klacz pozostała, z miłości i szacunku dla jej poświęcenia i trudu.

 W okresie Wielkanocy Franciszek zaniemógł. Morzyła go gorączka, tracił przytomność, majaczył. Jadwiga trwała przy nim, nie odstępując, na kolanach modląc się, zwilżała zroszone czoło. Przyniosła gromnicę. Władysław spoglądał na nią z niepokojem, zapalana była, kiedy ktoś posłyszał pierwsze, dalekie grzmoty, zwiastujące nadciągającą burzę. Piorunami nikt nie śmiał ich nazwać z obawy przed słowem wypowiedzianym.

Nad ranem usłyszał rżenie „Kasztanki”, przerażające, rozpaczliwe błaganie. Szukała ratunku, za-pierała się coraz mocniej. Franciszek zdołał się podnieść. Po raz ostatni spojrzał w jej oczy. Wiedziała, co ją czeka, przeczuwała. W oczach jej odbijał się las, niebo i twarze oprawców. Bezbronne zwierzę, które nigdy nie zawiniło, nie odmówiło pracy ponad swe siły, prowadzone było na rzeź.

 Najstarszy syn sprzedał „Kasztankę”, zaprzedając siebie. Nigdy już nie odzyska godności. Inni wzrok odwrócili, mając na swym sumieniu uchybienia większe, porzucone przez pamięć.

– całość w najnowszym wydaniu –