Wspomnienia z moich lat dziecinnych i młodości(VII)

 

 

  Życie dzieci wiejskich nie było łatwe,  musiały pracować. Nawet pasienie krów nie było łatwe bo nie było na czym paść. Moi rodzice nieraz się denerwowali, ze krowy nie napasione, a pasłem też dwie krowy sąsiadów, za chleb. W niedzielę, po obiedzie w chłopakami wsiadamy na konie i jedziemy paść konie do poukraińskiej wioski. Jedziemy na oklep i ścigamy się ile sił mają konie w nogach. Kilka razy spadam z konia, a raz gdy koń mnie nie słuchał biję go i ściągam wodzę , koń staje dęba i przewraca się na grzbiet do góry nogami, wylatuję na bok i mam szczęście, ze mnie nie zmiażdżył. Obijam sobie szczękę i kolano, wsiadam i jadę dalej. Najlepszą rozrywką było granie w piłkę. We dwóch chodziliśmy się do nauczyciela, prosiliśmy o pożyczenie piłki, ten jak miał dobry humor, to nam pożyczał i mówi: za dwie godziny piłka ma być powrotem, i zawsze odnosiliśmy ją z żalem. Kopać piłki nie było można, tylko ręcznie w dwa ognie.

      Po Nowym Roku jadę do Rajskiego. Pracujemy przy wykończaniu postawionej nowej obory. Jest zimno, zawalone śniegiem, palimy dwa koksiaki i gdy jest już żar wnosimy je do obory i tam pracujemy. W mieszkaniu jest zimno, bo jest tylko kuchnia a ciepło jest wtedy, gdy gotujemy . W nocy nakrywam się z głową, żeby było cieplej, dwa wytarte koce ciepła nie dają.                     WładysławSwatek 

 

                                           Więcej w najnowszym numerze Kresowiaka