Wspomnienia z moich lat dziecinnych i młodości (IV)

 W stołówce śniadanie, dwie kromki chleba posmarowane cieniutko smalcem, marmoladą albo margaryną i czarna kawa. Na kolację to samo. Obiady są marne, mięsa w nich nie widać. Gdy dostałem pierwszą wypłatę to czasem dokupiłem sobie coś w sklepiku, który jest w PGR-rze. W sobotę wyjeżdżają wszyscy murarze i wozacy, zostaję sam w baraku. W nocy przy piecyku siedzi Gałuszko i całą noc pali w piecyku, węgla nie brakuje, leży na kupie przy baraku. Nie wyjeżdżają panny z Równi, bo jest daleko. Jedna mieszka z narzeczonym, druga sama i chodzi do niej traktorzysta, który zawsze jest cały  przesiąknięty smarami i ropą. Traktor to Ursus, w pierwszej wersji, zapalany kierownicą. Stary grat nazywany bamakiem. Wciąż go naprawia i jak go czasem zapali to słychać na całą okolicę. Jest Wszystkich Świętych, wszyscy wyjeżdżają do domu. Wozak Grzegorz mówi: co będziesz siedział sam, jedź do mnie. Jadę z nim kilka godzin po górach, dolinach. Przyjeżdżamy wieczór, dom jest stary kryty słomą. Po kolacji Grzegorz mówi, zaprowadzę cię na strych domu, tam będziesz spał na sianie. Bierze latarkę na naftę leziemy z komory drabiną na siano. Kładę się, a Grzegorz idzie do narzeczonej. Nie mogę zasnąć i boję się, bo jest całkiem ciemno, piszczą myszy i coś szeleści w sianie. Nad ranem przychodzi Grzegorz i czuć od niego wódkę. Kładzie się koło mnie i zaraz zasypia.                                                                        Władysław Swatek

                                           Więcej w najnowszym numerze Kresowiaka