Społeczeństwo narolszczyzny wobec niemieckiej łapanki (II)

 

  Na Piotra i Pawła ( W dawnych czasach w okolicznych wioskach tak  ludność określała daty ważnych wydarzeń) Niemcy urządzili łapankę. Część  ujętych kobiet, mężczyzn i dzieci wywieziono do obozu przejściowego w Zamościu. W obozie po zejściu z samochodów nastąpiła  pod prysznicem zbiorowa kąpiel. Pisze o tym Stasio  Schab w swych wspomnieniach, które  usłyszał od swej matki w długie jesienne wieczory.  Kąpiel ta nie uspokoiła więźniarek z Lipska. Jakie musiało być ich zdziwienie gdy w obozie spotkały mieszkańców z sąsiedniego Narola Miasta,  Narola Wsi i z Krupca. W tych miejscowościach  łapanki  przeprowadzano  w tym samym czasie co w Lipsku.

  W wyniku łapanki do obozu przejściowego w Zamościu trafił mój ojciec, rodowity narolczanin i wielu innych mężczyzn z Narola. Wśród aresztowanych był też starszy wiekiem Władysław Cząstkiewicz. Dobrze znał język niemiecki i postanowił działać by wydostać się z obozu i wrócić do rodziny w  Narolu. Pewnego dnia zwracając się do mojego ojca zapytał czy ma przy sobie metrykę urodzenia. Gdy ojciec potwierdził Władysław biorąc metrykę powiedział, że może uda się i wrócimy wszyscy do domu. Wiadomość o metryce rozeszła się lotem błyskawicy wśród narolczaków. I nagle rodzina ojca powiększyła się o około 20 osób. Wszyscy ci twierdzili, że są krajanami. Powód był prosty,  babcia mojego ojca była Niemką i pochodziła z rodziny niemieckich osadników mieszkających w Freifeldzie czyli dzisiejszej Kowalówce. Władysław Cząstkiewicz z metryką  urodzenia udał się do niemieckiego biura. Tam długo rozmawiał z urzędnikiem  niemieckim. Po wyjściu z biura  Cząstkiewicza nastąpiła krótka  narada zainteresowanych powrotem do domu. Okazało się, że jest pewien problem. Niemiecki urzędnik zaproponował wpisanie się na listę volksdeutchów. Ten  punkt był nie do przyjęcia przez narolczaków. Co robić?- padło pytanie. Ktoś z zainteresowanych podpowiedział rozwiązanie – łapówka!  Zrzucili się ile kto mógł. Zebrane  pieniądze dla Niemca były za małe. Padła propozycja by dać  Niemcowi coś z wędlin. Poszukali w swych torbach. Znalazł się boczek wędzony, pewna ilość kiełbasy i smalcu. Tymi darami  niemiecki urzędnik bardzo się ucieszył. Można przypuszczać, że niezwłocznie wysłał te narolskie wyroby rodzinie do Niemiec. Wszyscy zainteresowani szczęśliwie wrócili do domów.           Henryk Wolańczyk

   

          

Więcej w najnowszym numerze Kresowiaka