Po wyborczym plebiscycie

   

 

 Minął kilkutygodniowy szturm kandydatów na samorządowców do ludzkich serc i sumień. Wyborczy werdykt dla jednych to powód do triumfu, radości dla innych gorycz, uczucie zawodu i szukanie winnych swojej porażki. Tak winni muszą być. Wówczas lżej znieść poczucie klęski, wytłumaczyć się przed bliskimi i znajomymi z niepowodzenia. A tymczasem wyborcze fiasko klęska to zimny prysznic na głowy wielu pewnych, zadufanych w sobie ludzi. Nie ma bowiem w życiu społecznym na taką skalę, drugiego plebiscytu, w którym jak na egzaminie, każdy startujący otrzymuje ocenę wydaną przez setki a nawet tysiące wyborców.

     Jednakże werdykt wyborczy nie oznacza, że  do samorządów trafiły same krystaliczne osoby. Niestety  plebiscyt pozwala przemycić też towar miernej jakości.    Już w wielu przypadkach można oczy ze zdumienia przecierać, że X został wybrany i to dużą ilością głosów. Z kolei ktoś inny, który mandat radnego traktował jak posłannictwo odpadł. Wszystko bierze się stąd, że dla wyborców  w dużej mierze obojętne było  kto będzie radnym, gdyż wychodzą z założenia że to i tak wójt, burmistrz, starosta rządzą twardą ręką a samorząd jest tylko dla dekoracji demokracji. Taka opinia utrzymuje się nie bez powodów, ponieważ wielu radnych przyjmuje postawę na klęczkach wobec majestatu władzy.

Niepokojące jest też  minimalizowanie stawianych sobie celów przez władze gmin, miast i powiat.  Są ostrożne w podejmowaniu śmiałych wyzwań.  A przecież   to, radni winni naciskać  podkręcać, mobilizować burmistrzów, wójtów, starostę do śmiałych zamierzeń. Chodzi o to że  aktywny samorząd powinien być batem na opieszałych  włodarzy gmin.                                                         Marian Ważny          

                                                                                           :: Całość w najnowszym numerze Kresowiaka ::