Dopowiedzenie – nie miałem zamiaru nikogo urazić

  

W moim tekście „Wielokulturowość odzyskiwana dzięki dotacjom unijnym” opublikowanym w 9 numerze z 2018 r. „Kresowiaka” znalazł się krótki fragment o Narolu, który jednego z wymienionych w nim bohatera dotknął. Pozwalam sobie go przywołać by Czytelnicy wiedzieli o czym piszę:
„W moim rodzinnym Narolu, poza ogrodzonym miejscem kirkutu, nic się nie zachowało, więc jak na razie nie ma pomysłu jak przywrócić pamięć o żydowskich [mieszkańcach Narola]. Choć jest dwóch pasjonatów, którzy robią wszystko by tę pamięć przywołać. Pan Henryk Wolańczyk, emerytowany nauczyciel historii i autor popularyzujących artykułów w lokalnym „Kresowiaku”, (…). Jest też dentysta, który wrócił ze Szwecji po latach emigracji, dr Jan Zuchowski,  który swoją znajomość opiera na relacjach ustnych swoich rodziców i starszych mieszkańców miasteczka. Te wersje nie zawsze się zgadzają, więc i powodów do zwady nie brakuje”.

Doprawdy nie potrafię zrozumieć dlaczego dr Zuchowski poczuł się obrażony w swoich uczuciach lokalnego patrioty i znawcy historii Żydów, dawnych mieszkańców Narola. Moim zamiarem było wręcz docenienie pamięci oralnej, która we współczesnych badaniach antropologicznych, etnograficznych, socjologicznych i historycznych jest traktowana jako równoprawne źródło historyczne. Naturalnie dobrze jest by było konfrontowane również z zapisami kronikarskimi. Sam uważam się za antropologa kultury, dla którego przekazy ustne są niezwykle ważne, niekiedy ważniejsze od świadectw pisemnych, które należy odczytywać z niezwykłą ostrożnością bo były niekiedy pisane z pozycji ideologicznych.

Mam nadzieję, że w przyszłości uda nam się porozmawiać o tych ważnych dla lokalnej pamięci sprawach. Jak pisałem w zakończeniu eseju napisanego do Księgi Pamiątkowej naszego rodaka profesora Henryka Gmiterka, pamięć mieszkańców Narola w dużej mierze opiera się właśnie na tradycji ustnej: „Chciałbym na koniec wspomnieć o pamięci lokalnej mieszkańców Narola, a zwłaszcza o jej ustnym przekazie. Jak wspomniałem na początku tych rozważań to właśnie Roztocze, którego częścią jest narolszczyzna, łączy mnie z Adresatem tego tekstu. Oczywiście to przedmiot oddzielnych studiów etnograficznych, które w ostatnich latach przeżywają swoisty renesans. Również pamięć lokalna mieszkańców Narola doczekała się etnograficznego opisu najpierw w pracy magisterskiej, a potem w artykule Anny Malewskiej-Szałygin opublikowanym w „Etnografii Polskiej”. Z jej badań, prowadzonych na początku lat 80-tych XX wieku wynika, że mieszkańcy Narola interesowali się pewnym fragmentem przeszłości, mianowicie pałacem. Inny, mianowicie żydowscy mieszkańcy miasteczka, ciekawił ich mniej. Zapewne warto się nad tym zastanowić i po upływie ćwierćwiecza wrócić na nowo do tamtych badań”.

No właśnie. Chciałbym zakończyć tonem pojednawczym. Panie Doktorze, proszę się nie obrażać, ale wspólnie zastanówmy się jak najlepiej zachować pamięć o drogim nam wszystkim Narolu. Może poświęcając więcej uwagi na rzetelne badania a mniej na polemiczne zacietrzewienie, zwłaszcza gdy znajduje ujście w niezbyt rzetelnym piśmie jakim jest „Gazeta Warszawska”. A poza tym, po co przenosić nasze narolskie spory do Warszawy?

Prof. zw. dr hab. Stanisław Obirek
Ośrodek Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego
 

: ::