Zmierzch Lidia Świder

 

 

 

 

 

Żurawie na płótnie Chełmońskiego wznoszą się ku niebu, odlatują do miejsca wybranego, nie z nakazu, lecz z wolnej woli. Na pierwszym planie pozostał jeden z nich. Nie wzbije się do lotu, ranny, ze złamanym skrzydłem, pozostanie sam.

Po nas również pozostaną wspomnienia, wraz z nimi słowa niegdyś wypowiedziane. Z czasem okryje je patyna i kurz, które przyzwolą na zapomnienie.

W fotelu zasiadł starszy mężczyzna, dobiegający kresu życia. Odzienie jego liche wzbudzić mogłoby litość wśród tych, którzy przynależą do świata, stopy swej położyć nie mógł na cząstce jego najmniejszej. On nie należał do żadnego. Pozostawiony w miejscu, które nie jego już było, nie czekał ratunku, lecz śmierci. Zawierzył bezgranicznie swoim dzieciom, dla których z czasem stał się balastem. Stał się niepotrzebny i zbędny. Zlekceważony przez życie, które łaski nie okazywało, jak i przez dzieci, które czekały rzeczy jednej, zapisanej.

Samotność człowieka, który przestąpił ostatni próg nadziei przypomina odliczanie czasu przez zegar spowity pajęczą siecią. Odstawiony w kąt najdalszy, na który nikt nie spojrzy. Najbliżsi czekać będą wybicia godziny ostatecznej i końca swej boleści.

(…)

Dzieci czekały decyzji ostatecznej, spodziewały się wyboru ojca, lecz pewności nie miały, spoglądały na siebie nawzajem z niepewnością. Rozpoczęło się przedstawienie, w którym każdy z uczestników nałożył maskę cierpienia, użalając się nad własnym życiem. Udając bezradnych, zapomnieli o latach minionych, kiedy ojciec chcąc zapewnić byt rodzinie pracował ponad siły. Najłatwiej zapomnieć o trudzie poniesionym przez drugiego człowieka w imię dobra, które nie zostanie docenione.

Pierworodny podszedł powoli do ojca, spojrzał w jego oczy, szukając odpowiedzi na pytanie, które nie padło. Rozpoznał po chwili, że stanie się dziedzicem domu i sadu. Cenę za całą posiadłość poznał wcześniej, kiedy mógł jedynie domniemywać, że jemu przepisana będzie cała majętność. Chciwość przesłania wszelkie inne żądze, nie przystanie, nie pokusi się o myśl najmniejszą, zaprowadzi wprost nad urwisko, na miejsce swego przeznaczenia.

Po okazaniu testamentu dzieci zamilkły. Ojciec stał się zbędny, w oczach ich nie znaczył już nic. Odeszły wkrótce, porzuciły pozory przyzwoitości, które do niedawna były ich jedyną cnotą.

Pierworodny syn po miesiącu sprzedał wszystko, z wyjątkiem ojca, którego nikt nie potrzebował. Rozmyślał o nim, nie poświęcił jednak chwili, aby pochylić się nad jego dalszym losem. Odnalazł Dom Starców w wiosce, oddalonej o setki wiorst. Aby zapomnieć. Aby porzucić jak najdalej.

Niedola człowieka, który poświęcił wszystko rodzinie, narodziła  się w dniu, w którym zaufał najbliższym bezgranicznie. U schyłku życia pozbył się wszelkich złudzeń, przejrzał, kiedy zbyt późno się stało na dociekanie wątku. Zawierzył swoim dzieciom, nie pozostawił skrawka dla siebie. Dramat człowieka, który żyje życiem dziecka, swojego istnienia nie odnajdując.

Dom Starców został przemianowany na Dom Pogodnej Jesieni. Stało się to nie dla tych, którzy zostali porzuceni, lecz dla porzucających, aby uśpić ich sumienie. Uklękną w kolejne święta przy konfesjonale, zdradzą swe postępki, szukając w prozie życia grzechu. Nie wspomną o porzuceniu ojca, dotkną zaniedbań dnia codziennego. Fałszywa nuta, którą posłyszą inni.

Z nastaniem świtu, kiedy mgła spowijała ziemię, nadszedł dzień pożegnania ze światem najdroższym sercu człowieka, który dziękował jej za przyzwolenie narodzin. W swej bezradności, złożył pokłon, dziękując Niebu i Ziemi za dar przetrwania. Ujrzał przelatujący klucz żurawi, zadumał się nad własnym losem.

Przekonany był, że dzieci jego są wyjątkowe, szlachetne, a nade wszystko uczciwe. Nie spostrzegł ich chciwości i wyrachowania przez swą pobłażliwość. Stworzył wizerunek doskonały, do którego dopasował rzeczywistość. Miłość bezwarunkowa do dzieci jest w stanie usprawiedliwić każdą ich przewrotność, nieobecność i zapomnienie.

W czasie drogi do miejsca porzucenia i boleści, pierworodny chcąc uspokoić ojca wygłosił mowę. Zadziwiające, obudził się w nim talent oratorski. Nie wiedział rzeczy jednej. Ojciec stracił zaufanie do syna, nie słuchał kłamliwych zapewnień, że za niedługi czas przyjedzie po niego i zamieszkają razem w nowym, pięknym domu.

Chciwość człowieka zawsze pozostawia na drodze życia pewne ślady, mogą być nieczytelne, lecz po czasie właściwie odczytane,  potrafią zburzyć misternie budowany przez lata wizerunek. Chciwego człowieka można rozpoznać po kłamstwach i niedomówieniach.

Po dotarciu na miejsce przeznaczenia syn zamilkł, spoglądając na samotnych, bezradnych ludzi, nie uronił łzy, nie narodziło się w nim współczucie, tylko złość. Minął starszą kobietę na wózku inwalidzkim, na którą uwagi najmniejszej  nie zwrócił. Pragnął jedynie wyjść jak najszybciej. Ojciec zatrzymał się, spojrzał w oczy tejże kobiety, nie odnalazł w nich skargi, lecz pogodzenie się z losem, który wskazał na nią, nie na innych, porzucając ostatecznie.

W małym pokoju, w którym panował półmrok, porzucony ojciec poznał towarzyszy swej niedoli. Jeden z nich stał wsparty o parapet, nie odwrócił się, kiedy usłyszał pogłos stukania do drzwi, nie reagował już na żadne dźwięki. Żył wspomnieniami przeszłości. Drugi leżał bez ruchu, z różańcem w dłoniach. Przy jego łóżku, w skromnej ramie, widniał wizerunek św. Rity. Zatopiony w modlitwie, zapewne myślał o innych światach. Nad drzwiami wisiał  krzyż, nikt na niego nie spojrzał.

Na małym stoliku stało radio nastawione na program, którego każdego dnia słuchało parę milionów ludzi. Najnowsza audycja dotyczyła aranżacji wnętrz i najnowszej mody. Projektanci naszych wyobrażeń podpowiadali na czym polega klasa człowieka i jego styl.

-całość w najnowszym wydaniu –