,,Wielki świat” mojej młodości Henryk Gmiterek

 

  Gdy dziś zdarzy mi się oglądać landszafty bądź archiwalne zdjęcia dawnej wsi galicyjskiej, przypominają mi się najwcześniejsze zapamiętane obrazy mojej rodzinnej wsi – Narola Wsi. Sporo jeszcze krytych słomianą strzechą budynków mieszkalnych, nie mówiąc o dominacji strzech na zabudowaniach gospodarczych, lampa naftowa rozjaśniająca wieczorne ciemności (elektryczność pojawiła się jesienią 1959 r.), urywający się w połowie wsi pełen dziur gościniec … Wieści o tym, co się w świecie dzieje, przetwarzane potem w sąsiedzkich gawędach, docierały do wsi przeważnie poprzez nieliczne radia na baterie. Miał takie również mój ojciec, krawiec. Siedząc godzinami przy maszynie, dla oszczędności baterii włączał radio właściwie jedynie dla wysłuchania wiadomości. Pamiętam, w jakim
napięciu wysłuchiwał jesienią 1956 r. wieści z Poznania, bowiem służył tam wówczas w wojsku mój najstarszy brat – Edmund (na szczęście w ówczesnych wydarzeniach jego jednostka nie brała udziału). Radio zaczęło być niemal całodziennym towarzyszem krawieckiego warsztatu ojca dopiero po zelektryfikowaniu wsi, gdy w domu pojawił się pierwszy odbiornik „Promyk”. Pamiętam, że dzięki temu mogłem już bez problemów wysłuchiwać w 1960 r. pasjonujących relacji Bohdana Tomaszewskiego z Igrzysk Olimpijskich w Rzymie.

– całość w najnowszym wydaniu-