Moje spotkania z Janem Pawłem II Stanisław Obirek

 Długo się zastanawiałem czy o tym pisać. Mam bowiem opinię krytyka Jana Pawła II, który nie podziela ogólnoświatowego zachwytu dla polskiego papieża. Jest w tym sporo prawdy, jednak rzeczywistość jest o wiele bardziej skomplikowana niż to się wydaje. Widać to zresztą na obu zdjęciach, które załączam do tego felietonu. Gdy 16 października 1978 roku Karol Wojtyła pojawił się na balkonie Bazyliki św. Piotra i został ogłoszony kolejnym papieżem Kościoła katolickiego nie spodziewałem się, że losy tego pontyfikatu w jakiś sposób wpłynął na moje życie. A jednak tak się stało, choć w sposób dość osobliwy. Ten
wpływ nie zakończył się wraz ze śmiercią Jana Pawła II 2 kwietnia 2005 roku. Wręcz przeciwnie to właśnie odejście polskiego papieża i mój krytyczny komentarz dla belgijskiego dziennika Le Soir w pewnym sensie ten wpływ spotęgował. Otóż do dzisiaj nie jestem w stanie zrozumieć gwałtownej reakcji moich przełożonych zakonnych na słowa krytycznej oceny działalności Jana Pawła II tym bardziej, że dzisiaj te słowa brzmią jak oczywista oczywistość. Wtedy otrzymałem nie tylko zakaz kontaktowania się z mediami, ale pozbawiono mnie prawa wykładania i kontaktu ze studentami. W dużym stopniu stało się to początkiem mojego odchodzenia z zakonu. Wiem o tym bo właśnie przygotowuję razem z mecenasem Arturem Nowakiem książkę poświęconej właśnie kontrowersyjnemu pontyfikatowi polskiego papieża. Ma się ona ukazać na początku 2022 roku razem z kolejnym filmem Tomasza Sekielskiego, który będzie się koncentrował na roli Jana Pawła II w tuszowaniu pedofilii katolickiego kleru.

 Wracając do zdjęć. Na pierwszym, prawdopodobnie z 1984 roku, gdy byłem rok po święceniach kapłańskich i gdy studiowałem w Rzymie na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Można powiedzieć, że to było rytualne dla studiujących w Rzymie księży spotkanie z polskim papieżem, którego głównym celem było uwiecznienie nas młodych księży na zdjęciu. Potem każdy mógł sobie to zdjęcie włożyć w ramki i powiesić na ścianie. Ja tak nie zrobiłem, a nawet te zdjęcia mi się tak głęboko zawieruszyły w przenoszonym z miejsca na miejsce prywatnym archiwum, że dopiero ostatnio przypadkiem je odkryłem. W każdym razie na pewno było to dla mnie duże przeżycie, choć nie pamiętam ani co do
mnie papież mówił, ani co ja do niego.

– całość w najnowszym wydaniu –