Zakłamanie Lidia Świder

  Nadszedł czas pokory. Człowiek obnażył się na oczach innych. Przyznał do boleści i cierpienia, czekając współczucia od tych, którymi gardził. Żałosna pieśń, proszących o pomoc, w dniu samotności nie zwlekała z nadejściem. Nie została wysłuchana.

  Rodzina pogodziła się z myślą o rozłące z najbliższymi na czas Wielkiej Nocy. Wielu odczuło ulgę. Nie mogli się przyznać przed drugimi, którzy również milczeli. Starali się odszukać w pamięci czas świąt, którego nie zatarły inne wspomnienia. Odnaleźli w dzieciństwie.

 Jadwiga pragnęła przeżyć czas Wielkiej Nocy, w wymiarze duchowym, w samotności. Nie zdobyła się na rozmowę z synem i córką, z lęku przed posądzeniem ją o bezsilność, nade wszystko obawiała się niezrozumienia. Pamiętała ostatni Wielki Piątek, który nie stał się dniem refleksji i zadumy, nie różnił się od innych dni. Rodzina w radosnym nastroju pochłonięta była przygotowywaniem strawy na ucztę niedzielną, nie zważając na dzień boleści. Suto zastawiony stół, stał się wyznacznikiem najważniejszego święta w roku.

(…)

  Wyrachowana myśl przemilczenia uczynków niegodnych fałszowała jego obraz. Miał się za prawego i szlachetnego. Nikt nie oskarży samego siebie. Pod pręgierzem stawiany jest człowiek bezbronny. Piętnowanie grzechów cudzych przynosi ulgę. Obnaża jednak własne.

 Nie zadał pytania najważniejszego: dokąd dojdę, jeżeli inni mi nie wybaczą? W swej ułomności myślał, że wyznanie niesie odpuszczenie. Inni nie potrafili jednak wybaczyć, zapomnieć. Nie spojrzał na nich, nie ukorzył się przed nimi, lecz przed obcym człowiekiem.

 W modlitewniku nie odnalazł małego skrawka papieru. Nie mógł, wcześniej wielokroć złożony posłużył mu za zakładkę, która wskazywała litanię przypominającą przyszłą pokutę. Ojciec jego przepisał jedno zdanie z Ewangelii św. Jana. Którym odpuścicie grzechy, będą im odpuszczone; a komu zatrzymane, będą im zatrzymane.

  Nie spostrzegł słów. Nieudolny w myślach porzucił książki, powrócił do prehistorii, która znała jedynie pismo piktograficzne, zwane rysunkowym. Pozostał mu wierny. Nie był świadom swoich braków, bliscy nie zwrócili mu uwagi. Większość dawno już temu wyszydziła słowo pisane.

 Jadwiga spoglądała na Piotra coraz uważniej, posiadała umiejętność wsłuchiwania się w słowa drugiego człowieka, dziś zamierającą. Nie zadawała pytań, odnajdowała odpowiedzi w natłoku słów. Bezcenne chwile, kiedy ułomność przestaje się pilnować, zdradzając myśli ukryte.

 Do śniadania wielkanocnego zasiadała cała rodzina. Celebracja posiłku przypominała uroczyste kolacje. Wcześniej podzielili się jajkiem. Ulegli tradycji, która narodziła się dopiero dwieście lat po przyjęciu przez Polskę chrztu. Przez ten czas spożywanie ich w czasie Wielkanocy było zabronione, kojarzone z pogaństwem. Ludy słowiańskie przypisywały mu moc magiczną. Kościół nadał mu odmienną symbolikę, religijną.

 Nigdy nie sięgnęli do tradycji. Nie zadawali pytań, zastana rzeczywistość jawiła się na kształt prawdy objawionej. Klękając przed konfesjonałem, również nie zadawali pytań. Zadziwiająca jest natura człowieka, która zdolna jest tkwić latami w bezmyślności, dopuszczając świat, który ustala nowe prawa. Niezauważeni, za konfesjonałem stali mnisi z Irlandii i Wielkiej Brytanii, którzy dotknęli myśli nowej, rozpowszechniając w VI wieku w całym Kościele spowiedź, zwaną uszną. IV Sobór Laterański w 1215 roku przyklasnął, wprowadzając obowiązek spowiedzi przynajmniej raz w roku. W XVI wieku Sobór Trydencki doprecyzował, przywoływał do spowiedzi jedynie tych, którzy popełnili grzech ciężki.

 Nie zastanawiali się nad zakazami i nakazami. W niedzielę stawiali się na mszy świętej, nie z potrzeby płynącej z wewnątrz, tylko z obowiązku nakazu. Nie wsłuchiwali się w słowa Ewangelii, wychwytywali niekiedy zdania, w których nigdy swych myśli nie odnaleźli.

-całość w najnowszym wydaniu-