Odcienie starości Ryszard Kaczka

(…)

  Ze skromnej emerytury, kosztem własnej egzystencji, chcą uszczknąć jakiś grosz, bo przecież odwiedzą ich czasem dzieci i wnuki, to wypada im coś dać. Takie jest rodzicielskie serce. „Ja tam jakoś przeżyję, a dzieciom trzeba pomóc”. A oni przyjadą, pozerkają na smartfony, cmokną w rękę i spiesząc się, odjadą, bo wnuki na angielski, basen, naukę tańca lub muzyki i tak do następnego spotkania. Wyjeżdżają w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Kiedy jednak często schorowany i niemogący sam egzystować rodzic potrzebuje opieki – dzieci niezbyt chętnie przyjmują go pod swój dach, bo przez swoją niedołężność zakłóca ich codzienne funkcjonowanie, nieładnie pachnie i cierpi na sklerozę lub demencję. I wtedy powstaje największy dylemat życiowy, bo to przecież ojciec lub matka – oddać ich do domu starców czy kosztem własnych wyrzeczeń i niedogodności dalej się nimi opiekować? Ile pytań, tyle rozterek duchowych. Częściej jednak decydują się na ten pierwszy krok, bo starzy będą mieli całodobową opiekę pielęgniarską i medyczną, wyżywienie i godne warunki zakwaterowania.

– całość w najnowszym wydaniu –