Zapomniana nekropolia Lidia Świder

  Na cmentarzach żydowskich panuje cisza, spokój zakłócić może jedynie pieśń snująca się między zapomnianymi macewami. Skarga narodu wybranego, który czterdzieści lat tułał się po pustyni z nadzieją odnalezienia drogi do Ziemi Obiecanej. Pokolenie, które wyszło z domu niewoli, nie dotarło do niej. Kolejne dopiero osiągnęło cel. Na grobach pogrzebanych bliscy kładli kamienie nie tylko przez szacunek i pamięć, ale też z obawy przed dzikimi zwierzętami, które rozszarpać mogły szczątki doczesne. Zwyczaj pozostał do dzisiaj.

 Po człowieku pozostają wspomnienia, rzeczy też inne, zbywalne. Kiedy odchodzą wszyscy najbliżsi, pamięć zanika. Pozostaje jedynie mogiła, na niej płyta nagrobna, zwana na cmentarzach żydowskich macewą, inskrypcja na niej zapisana w języku hebrajskim pozostanie przez nas nieodczytana.

 Charakterystyczne są na nich dwie wyryte litery: pe i nun, skrót od hebrajskiego zwrotu tu pochowany. Na macewach nie podawano daty urodzin. Enigmatyczne określenia przybliżyć nam mogły wiek zmarłego. Mąż stary i sędziwy. Wyrwana w młodym wieku. Nie odnajdziemy też na nich wizerunków zmarłych. Przystając przy nich, spoglądnijmy na płaskorzeźbę w górnej ich części, każda z nich jest symboliczna. Dzięki nim poznać możemy charakter i zasługi człowieka, który odszedł na zawsze, pozostawiając jednak po sobie ślad nikłej pamięci.

(…)

 Nekropolia w Lubaczowie powstała na początku XVIII wieku poza obwałowaniem miejskim. Nie posługuję się najczęstszym określeniem kirkut, pochodzącym z języka niemieckiego, z szacunku. Izraelici unikają tego słowa, miejsce ostatniego spoczynku nazywają domem wieczności bądź domem świata.

 Zachowało się na niej 1665 macew. Najstarsza, o nieregularnym kształcie, pochodzi z 1728 roku. Upamiętnia Itę, córkę Jaka z Lubaczowa. Do dziś pozostała inskrypcja wykonana ręką sprawnego mistrza. Czas okazał łaskę stelom z wapienia roztoczańskiego, srożej obszedł się z uczynionymi z piaskowca.

  Wiąz górski nie zważa na macewy, z kolejnymi latami pochłania trzy z ponad tysiąca. Nie sposób zaprotestować przeciw prawom natury. Wiosną, przed ukazaniem się liści, pojawiają się na nim maleńkie jasnobrązowe kwiaty… Nie odnajdziemy ich na grobach. Dla Izraelitów są symbolem życia. Majestatyczny wiąz osiągnąć może wysokość 40 metrów, przypominając swą liczbą lata spędzone przez naród wybrany na pustyni. Nie wszystko usprawiedliwić można przypadkiem.

(…)

Inni w swej pysze zatarli wszelkie granice. W 1942 r. w Lubaczowie utworzone zostało getto, 6 tysięcy ludzi czekać mogło jedynie śmierci. Jesienią ponad dwa tysiące z nich wywieziono do obozu zagłady w Bełżcu. W styczniu 1943 roku okupant dokonał rzezi na cmentarzu, miejscu wyświęconym przez pamięć i godność człowieka. Nikt nie ogarnie, jak wielu ich tam było. Pozostaną chłodne wyliczenia. Od 450 do 2000 tysięcy. Zagubione losy, myśli i nadzieje. Człowiek na kształt cyfry, staje się zapomnieniem, uwzględnianym niekiedy w statystykach. Cztery lata później rozebrano ruiny synagogi.

Zima tamtego roku była sroga, ziemia zamarznięta. Nie wszystkie ciała mogły spocząć na miejscu kaźni, część została przewieziona na pola pobliskiego Dachnowa. Zostały rzucone do rowów przeciwczołgowych. Niewielu pamięta. Samotna macewa na kształt pomnika upamiętnia zagładę, oby słowa wykute na niej nie pozostały porzucone przez pamięć.

 

– całość w najnowszym wydaniu –