Urok minionych lat Stanisław Obirek

  Po ukończeniu szkoły podstawowej w Narolu (z krótkim epizodem w Lipsku, gdy się okazało, że dla dzieci z PGR-u w Narolu nie było miejsca) wylądowałem w Lubaczowie. Miasto nie było mi obce, bo wcześniej uczyła się tam moja mama Cecylia i starszy brat Ryszard, więc znałem Lubaczów z ich opowieści. Poza tym w Lubaczowie mieszkała rodzina mojej chrzestnej matki, ciotki Janiny Głazowej. Jak się okazało, to była też jedyna możliwość, by zacząć naukę w liceum ogólnokształcącym bez konieczności dojazdu.

 W internacie nie było dla mnie miejsca, więc na rok zamieszkałem u Głazów, którzy mnie przygarnęli pod swój dach, choć wówczas dom mieli mały (dzisiaj na dawnym ogródku wybudowali wspaniały dwupiętrowy budynek) i własnych dzieci sporą gromadę. Ale i dla mnie miejsce się znalazło, a najstarszy syn Stanisław zgodził się dzielić ze mną swój tapczan. Takie to były czasy. Ludzie nie tylko mieścili się w jednym pomieszczeniu, ale bywało, że dzielili ze sobą łóżka. Wcale mi to nie przeszkadzało, by przed snem przeczytać kilkadziesiąt stron kolejnych książek, od beletrystyki po całkiem porządne podręczniki akademickie z historii literatury polskiej.

– całość w najnowszym wydaniu –