Moje miasteczko Marian Ważny

  W letni pogodny dzień zjawiasz się w miasteczku. Opuściłeś go jako pacholę i po skończonych studiach zwabiła cię metropolia. Magia do miejsca, gdzie się urodziłeś, ciągnie cię tutaj na święta, na uroczystości rodzinne, w tym na wesela i pogrzeby. Przybywasz też niespodziewanie gnany sentymentem do kraju lat dziecinnych. Idziesz ulicą stanowiącą promenadę miasteczka i spotykasz radosne pozdrowienia znanych ci przechodniów. Ten i ów wita się z tobą. Kurtuazyjnie pytasz, co to nowego, i po wysłuchaniu relacji podejmujesz pogwarki z kolejną osobą. Masz satysfakcję, że wzbudzasz zainteresowanie, że jesteś rozpoznawalny. Rodzi się u ciebie sympatia do tego miasta, do stareńkich jego murów. Miasto w blasku słońca pięknieje w twoich oczach, mające jakiś nieuchwytny czar. Wbrew pozorom Lubaczów ma coś w sobie, co przyciąga, czasem irytuje, złości, ale i sprawia radość, satysfakcję, że jest się jego mieszkańcem.

  Wielokrotnie, bezskutecznie starałeś się o nim zapomnieć, bo szarzyzna, bo brak tu dla twoich krajanów pracy i jednocześnie ciągle pragnąłeś do niego wrócić, bo urzeka cię jego urok i posmak tradycji. Zawsze zwyciężała myśl, że na całej ziemi nic nie jest tak wyraźne w twoich myślach, jak to miasteczko. Jest coś więcej niż ten wabiący urok, coś, czego nigdy nie potrafiłeś sformułować, coś, czego nigdy nie widziałeś, o czym nigdy nie czytałeś. Całe miasteczko to wspaniała uczta. To, że z tym miastem należy się zmierzyć, czyni je nieustannym w twej pamięci. Nawet opasłe tomisko książki można by było napisać o tym miasteczku. Niby wszystko jak na dłoni. Znane myśli, tęsknoty, kłopoty znajomych, a mimo to jest ono nieodgadnione.

– całość w najnowszym wydaniu –